• Wpisów: 73
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 00:16
  • Licznik odwiedzin: 11 195 / 352 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
dreamtaker
 
*Tak na początek chciałam Was uprzedzić, że nie wiem, co to jest, ale to jest. Tak mi się wydaje, że jest. Po prostu.*

*

-Boże! Czyli to nie sen!?
-A jak myślisz!?
-Ale…
-Co, ale!? Co, ale!? Jest 2.15, a ja przez 10 minut stoję pod twoimi drzwiami, bo? Bo spałeś? Świetnie! Rycerz od siedmiu boleści…-Mijam go i wchodzę do środka. Może i trochę przesadziłam. Może i wyżyłam się na nim. No może, ale mógł otworzyć szybciej.
-Ale…O co chodzi?-Pyta.
-Jak, kto, o co!? Umierałam ze strachu w moim mieszkaniu, a wszystko przez nieżywego staruszka, któremu zachciało się straszyć, na dokładkę dostałam porcję newsów od psychicznego dzieciaka, a na koniec mój ukochany olał to, że czekam pod jego drzwiami w środku nocy! Ale nic się nie stało! Nie! Nie! Najlepiej nie przeszkadzaj sobie !

Bruno zaczął się śmiać.
Nie tak zwyczajnie, nie.

To był istny atak śmiechu, jak mój wcześniejszy atak paniki.

No cudownie.

-Możesz przestać!?-Pytam całkiem poważnie, co wywołuje u niego jeszcze większy napad śmiechu.
-Ale…Ty tak na poważnie!?
-Nie, dla jaj, wiesz? Obudziłam cię w środku nocy, ot tak. Żeby sobie pożartować! Śmieszne, co nie?
-Czyli, że na poważnie?
-Bruno…-Siadam na sofie.
-Ok. Na poważnie. Ale…Czekaj, czekaj! O czym ty mówisz? Jaki staruszek? Jaki nieżywy?
-Normalnie. Siedziałam w moim mieszkaniu i znowu zaczęło się pukanie w ścianę…
-Znowu!?
-Nie przerywaj mi. Po chwili minęło, jak zwykle…
-Jak zwykle!?
-Bruno!
-Sorry…
-Chwilę później ktoś zapukał do drzwi. Nikogo nie było, ale otworzyłam, no i nawet światła nie było na klatce, ani nikogo na schodach. Oczywiście przypomniałam sobie wszystkie rzeczy, o których wtedy nie powinnam myśleć, a kilka minut później coś przemknęło za oknem w kuchni. Ale ok, może mi się przewidziało, ale chwilę później usłyszałam stukanie w okno, nie sprawdzając, kto to spakowałam rzeczy i miałam wyjść, no, ale sprawdziłam, kto to.
-I? Kto to był?
-Duch. Staruszek, którego zabili w MOIM mieszkaniu! W moim mieszkaniu, rozumiesz to?
-Ale czekaj, skąd wiesz, że kogoś tam zabili?
-Powiedział mi mój sąsiad. Ten, który mieszka obok.
-No dobra, ale skąd on się tam wziął?
-Bruno, czy to ważne? Jego rodziców nie ma w domu prawie wcale. On łazi, gdzie chce. No i spotkałam go na schodach.
-Nie...Coś mi tu nie pasuje…
-No, ale dlaczego? Ja myślę, że to prawda. Chociaż taksówkarz twierdzi, że tam nic takiego się nie wydarzyło.
-No i widzisz? Ten młodziak coś kręci- Siada naprzeciwko i obejmuje mnie.
-Tak też mu powiedziałam, ale wcale tak nie myślałam…
-No wiem, wiem. I przepraszam, że nie otwierałem, odbierałem, czy co tam jeszcze-Całuje mnie w czoło.
-A ja przepraszam, że na Ciebie nakrzyczałam-Mówię i wtulam się w niego.

*

-Musimy ustalić jakiś plan-Mówi nalewając wodę do dwóch szklanek.
-Ta…-Siadam na krześle przy kuchennej wyspie.
-Po pierwsze, zostajesz tu, dopóki cała sprawa się nie wyjaśni.
-Nie ma mowy! Mam swoje mieszkanie i…
-Co ty, kurwa, pierdolisz!?
-A ty się, kurwa, hamuj!
-No proszę, to się odezwała!-Zmierzyłam go wzrokiem nic nie mówiąc. Odezwał się chwilę później-Ok, nie kłóćmy się.
-Ja się kłócę? Ja!?
-Laura…
-Yhym.
-Po drugie, jeśli coś takiego się dzieje mówisz mi o tym, jasne?
-Ok.
-Po trzecie, przestajesz dzisiaj o tym myśleć. Zajmiemy się tym później.
-A po czwarte?
-Co po…A właśnie! Przypomniałaś mi! Czy ty przypadkiem nie masz kluczy do tego domu?
-E…Ups…Faktycznie. Zapomniałam. Przepraszam-Mówię robiąc skruszoną minę.
-Laura, Laura-Podchodzi patrząc mi w oczy i obejmuje moją twarz dłońmi.

*

-Bruno-Mówię cicho, kiedy leżymy już w łóżku-Bruno-Szturcham go lekko w rękę, którą mnie obejmuje.
-Tak?-Pyta zaspany.
-Mógłbyś pójść sprawdzić, czy drzwi są zamknięte?
-Ale kochanie, przecież…
-Proszę.
-Jasne, już idę-Wstaje z łóżka i wychodzi z sypialni.

Ok, prawdą jest, że przed snem tysiąc razy sprawdzałam, czy drzwi i okna są zamknięte, a później tyle samo razy wysyłałam Bruna, no, ale teraz mam wrażenie, ba, mam pewność, że…Dobra, nie mam pewności, po prostu jestem przewrażliwiona, a powiedział mi to Bruno i tak, to było baardzoo miłe, ehe.

-Zamknięte-Ponownie kładzie się obok mnie.
-Dziękuję-Całuję go w policzek i układam głowę na jego ramieniu.
-Dla ciebie wszystko-Obejmuje mnie i zatapia dłoń w moich włosach.

*

-Damian, co tu się, kurwa, dzieje!?
-Jak to, co? Odwiedziła nas babcia. Już nie pamiętasz, kto to taki?
-Wracam rano do domu, a tu takie coś.
-Rano? Jest prawie 15.
-No i co z tego? I tak siedzisz w domu.
-To nie znaczy, że nie pracuję.
-Super. Ale niewiele mnie to obchodzi. Bardziej interesuje mnie, po co ta stara jędza tu przyjechała!
-Słyszałam!-Dobiegł ich głos z salonu-Saro, nie interesuje mnie, co o mnie myślisz. Masz taką zasadę, że nie lubisz swojej rodziny. Trudno. Przeżyłam wiele, przeżyję i to. Poza tym nie przyjechałam do ciebie, a do Laury, Damiana i mojej prawnuczki, której nikt nie chciał mi wcześniej przedstawić. Niestety, nikt nie raczył mi powiedzieć, że Laura wyjechała, ale nie będę robić wam kłopotu, za kilka dni mam samolot i już mnie nie będzie.
-Wiesz, dlaczego nie poznałaś wcześniej swojej prawnuczki?-Spytała z ironią Sara-Bo to moje dziecko! I trzymaj się od niej z daleka!
-Och dziewczyno…Nie rozśmieszaj mnie! Przecież wiem, że Amelia nie jest twoim dzieckiem.
-Kto tu, kogo rozśmiesza!? Głupszej rzeczy wymyślić nie mogłaś!
-Pójdę do Amelii-Mówi Damian i wychodzi z kuchni.
-Mnie nie oszukasz.
-Ta? A skąd ty to niby wiesz?
-Jak to skąd!? Przecież ty nigdy nie urodziłabyś dziecka. Może jestem stara, ale pamięć mam dobrą. Nie pamiętasz, co zrobiłaś, kiedy myślałaś, że jesteś w ciąży? Nie!? Ale ja pamiętam! Przyjechałaś skruszona do mojego domu, przeprosiłaś, porozmawiałyśmy… Łudziłam się, że to tak naprawdę, ale nie, bo już kilka godzin później zapytałaś, czy mogę pożyczyć tobie pieniądze. Oczywiście, bo, jak to powiedziałaś? A, wiem! Żaden bachor nie zniszczy mi życia, tak!? A teraz masz dziecko!?
-Ludzie się zmieniają.
-Ale nie ty. Nie ty! Tylko powiedz mi, dlaczego Laura to zrobiła? Dlaczego wybrała ciebie?
-No, jak to, babciu, nie wiesz!? Przecież to moja siostra! Jest taka, jak ja! A tak dokładniej to twoja ukochana wnusia bała się swojej cudownej rodzinki i ich reakcji, dlatego to zrobiła. No, ale dla was to nigdy nie było ważne. Laura była taka, taka i taka, ale żeby była inna niż wy byście chcieli to już nie było dobrze.
-Naprawdę jesteśmy rodziną?
-Cóż…Niestety. Tak przynajmniej mówią…

*


*Jest!*
*Z poślizgiem, bo mój weekend nie był łatwy, a aktualnie jestem mega zmęczona, a na dodatek przyplątała mi się gorączką, ale to wina zbyt wielu negatywnych emocji.*
*Podsumowując mogło być gorzej(tfu, tfu, tfu), ale i lepiej*

*P.S.* Pamiętam o tagu, ale to przy czasie ;)
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: Yeaaah :D bardzo mi się podoba ^^ czekam szybko na kolejny :P
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Jest świetnie, co Ty gadasz?! :) wyobrażam sobie jak biedny Bru musiał latać i sprawdzać e drzwi xD Laura to panikara, ale przy bru nie mu się niczego bać :) właśnie, szkoda że Sara jest spokrewniona z Laurą i resztą rodziny -.- jest zakałą rodziny!
  • awatar brumbru: Mi się tam podobał :D Laura jaki cykor, wszystko trzeba posprawdzać. Hahaha. A Sarę to może... odstrzelić? :D :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

karolka121295
 
dreamtaker
 
.:Ta co buja w obłokach:.: Siemka :D dodałam Cię do zabawy ^^ wejdź na mojego bloga i zobacz :P Odpowiedzi mają być szczere ;*
 

dreamtaker
 
*

W korytarzu zarzucam na ramię torebkę, sprawdzam, czy zabrałam telefon i już chwytam klucze, kiedy postanawiam podejść do okna.

Zostawiam walizkę i staję przed oknem, chwytam zasłonę i energicznie ją odsuwam, a tam widzę ducha, staruszka, czy nie wiem, co lub kogo.

Jakie to ma znaczenie. Nieważne.

W mega szybkim tempie zasunęłam zasłonę, bo tak w ogóle to ja chyba krzyczałam.

Chyba.


Nie.

W sumie to na pewno, bo boli mnie gardło.

Boże, tam był duch.

Duch.

To był duch!

Jezusie…!

Z prędkością światła chwytam rzeczy, wybiegam z mieszkania i zamykam je, omal nie wpadając na nastolatka, który mieszka obok i akurat teraz mnie zaczepił, a niech to.

-Przepraszam-Mówi, kiedy już prawie schodzę po schodach-Pani jest moją nową sąsiadką?
-Sorry, ale strasznie się spieszę-Chcę już iść, nieważne, gdzie byle daleko stąd, a później zadzwonię po taxi.
-Ale proszę zaczekać! Bo pani pewnie nie wie, ale miesiąc temu w tym pani mieszkaniu to się straszne rzeczy działy.
-Serio?-Odpowiadam udając znudzenie.
-To pani nic nie wie? No tak, agenci nie mówią o TAKICH rzeczach. Zabili w tym mieszkaniu staruszka. Taki uczciwy, starszy pan. Szkoda go. Poszedł do nich, bo chciał poprosić, żeby się uciszyli, a oni…Straszne, zamordowali go, ale sposób, w jaki to zrobili, szkoda gadać… Ale ten salon to podobno specjalnie był na czerwono pomalowany, bo te ściany były całe we krwi. No straszne…Straszne! A tak poza tym to Adam jestem-Mówi i wyciąga dłoń w moim kierunku.
-Laura-Gówniarz…Chce mnie nastraszyć! Na pewno! Podaję mu rękę, bo tak wypada, ta…Mówię, jak moja mama-A czy ty nie powinieneś już spać?-No, co!? Ma jakieś trzynaście lat. No góra czternaście!
-E…Nie, moich rodziców i tak nie ma, więc to bez różnicy…-Spoko, luz. Co ja mówię.
-Oh, ok, ale i tak…Zresztą nieważne. Cześć.


Czym prędzej wychodzę z bloku i dopiero dwie ulice dalej zatrzymuję się, zamawiam taxi i siadam na krawężniku układając obok siebie swoje rzeczy.

To było…Straszne, przerażające….

A to, co opowiadał ten dzieciak obrzydliwe i pewnie nieprawdziwe….A jeśli to, jednak prawda?

O nie…Nie chcę sprzedawać mojego mieszkania.

No nie! Nie! I NIE!

Ale nie będę miała innego wyjścia, przecież nie mogłabym tam zostać ze świadomością, że stało się tam coś TAKIEGO.

Ale teraz mam stracha, bo, jeśli tamten człowiek to duch to…Nie, nie, przecież nie może mi nic zrobić.

Chyba…

Nie wiem w sumie.

Kurde, no.

A tak się cieszyłam, że mam takie mieszkanie, i co?

I nic.

Jak zwykle coś musi być nie tak.

Właściwie to jestem trochę, a nawet bardzo zła, głównie na agenta, bo mógł o tym wspomnieć, ale wiadomo, nie zrobił tego, bo kto by to kupił…Może jakiś psychol, albo ktoś znudzony życiem szukający nowych wrażeń, chociaż długo by sobie nie pożył z tymi wrażeniami.

Pięć minut później podjeżdża moja taksówka, podaję adres, a miły, starszy pan zaczyna rozmowę, więc postanawiam go wypytać, czy nie słyszał czegoś o TAKICH zdarzeniach w tej okolicy.

-Tam!? Nie! Tak spokojna okolica to rzadko się tu zdarza. Prawie wcale takich nie ma. Agenci nie mają żadnych problemów ze sprzedażą mieszkań. Lokalizacja świetna, do plaży żabi skok, centrum też blisko, a i zjeść w okolicy można dobrze, u Joe, na przykład-Uf…Jestem spokojna.
-U Joe?
-Tak. Taki średnio duży bar tuż przy plaży, ale naprawdę dobre jedzenie.
-Znam.
-Tylko ten Joe to taki jakiś. Z takim to lepiej nie zadzierać-Joe? Ten Joe? No nie…
-Z tego, co wiem to nie jest taki straszny…
-Z takim to nigdy nie wiadomo. Wygląda nieciekawie.
-Oh, nie, nie sądzę, żeby tak było-Ok, Joe ma kilka tatuaży, ale, co z tego? Tatuaże ma Bruno, Dre i kto tam jeszcze? No nieważne, nawet ja je mam. Poza tym wygląda przeciętnie, krótkie, siwe włosy, czasem broda…W tym nie ma chyba nic strasznego.

Nie dziwi mnie to, że akurat taksówkarz zna jego bar, zawsze było ich tam dużo, ale to, co o nim mówi, hmm…

Dobra, koniec zastanawiania się, podeszłam do drzwi i zadzwoniłam…

I nic.

Ok, Bruno pewnie śpi, poczekam chwilę…

Minuta….

Dwie…

Tym razem do poprzedniej czynności dołożyłam pukanie do drzwi.

Znowu nic.

Minuta…

Dwie…

Trzy?

I nic.

Powtórzenie kilka razy nie dało nic.

Wyjęłam telefon, zadzwoniłam i dopiero za TRZECIM razem Bruno odebrał!

-Cześć kochanie. Coś się stało?-Spytał ziewając.
-No weź…Nic się nie stało. Miałam tylko taki kaprys, żeby porozmawiać sobie z twoimi drzwiami!-Rozłączyłam się. Ciekawe, czy się domyśli…
-Boże! Czyli to nie sen!?
-A jak myślisz!?
-Ale…
-Co, ale!? Co, ale!? Jest 2.15, a ja przez 10 minut stoję pod twoimi drzwiami, bo? Bo spałeś? Świetnie! Rycerz od siedmiu boleści…-Mijam go i wchodzę do środka. Może i trochę przesadziłam. Może i wyżyłam się na nim. No może, ale mógł otworzyć szybciej.

*

*Sprawa mojego komputera totalnie mnie blokuje i zabiera mi chęci do pisania. Następny odcinek pojawi się chyba za tydzień, sama nie wiem. Mam 3 odcinki na komputerze, ale nie potrafię tego dobrze rozplanować, tym bardziej, że przerwa była dłuższa już teraz. A czuję w kościach, że Żółty posiedzi w serwisie bardzo długo lub oddadzą go od razu-bez naprawy :|*
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Haha :D końcówka najlepsza, wyobrażam sobie zaspanego Bru i biedną Laurę. W jej domu straszy? Zamordowany dziadek? No tego jeszcze nie było w żadnym opowiadaniu. Ale żeby nie było - podoba mi się pomysł :) Ciekawe jak sobie z tym poradzą. Daj kolejny odcinek, proszę! <3
  • awatar LMP: To mnie nastraszyłaś! Niech ucieka z tego nawiedzonego domu jak najszybciej! Myślę, że Bruno będzie na tyle dobry, że udostępni jej kawałek swojego łóżka :D Niech zamieszkają razem! I niech sprowadzą do siebie Amelię! Niech będe szczęsliwi! :D Końcowa scena świetna! :D jak to za tydzień? nie chcę czekać tak długo... :(
  • awatar brumbru: O ja jeb*ę. Strachy???? OMG. Bruno bierz tą biedną dziewczynę do siebie!!!! Tydzień? tydzień? TYDZIEŃ????? :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

dreamtaker
 
Mój komputer na którym zazwyczaj piszę kolejne odcinki został u mojego dziadka...
Jestem na siebie mega zła, bu.
No, jak ja mogłam o nim zapomnieć? :|

Także przepraszam, ale odcinki prawdopodobnie pojawią się w okolicach niedzieli, bo weekend mam totalnie wyjazdowy, długi weekend i te sprawy ;)

Życzę Wam udanego weekendu, a ja zmykam :)
  • awatar LMP: No jak mogłaś o nim zapomnieć?? Zła Ty! :D Ale wybaczę i cierpliwie poczekam na odcinek ;) Również udanego weekendu!
  • awatar brumbru: ZAPOMNIAŁAŚ ????!!! ;( ;( ;( No co ja mogę... :( Tylko poczekać :D
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Buu :( szkoda, no ale poczekamy :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

dreamtaker
 
*

-Możemy zająć się tym w poniedziałek?-Pyta stając za nią
-W poniedziałek? Sądzisz, że wytrzymam ze świadomością, że to coś jest w moim mieszkaniu?
-To tylko kilka rysunków-Mówi całując jej szyję.
-AŻ-Obraca się przodem do niego.
-Kochanie, to tylko bazgroły na kilku ścianach. Zajmijmy się czymś…-Przerywa całując ją-Przyjemniejszym…-Zatapia dłonie w jej włosach, składając pocałunki na jej twarzy.

Dłońmi krąży po jego torsie, on wsunął dłonie pod jej koszulkę, a jego usta znalazły się na jej szyi, by całować jej dekolt.
Uniósł jej top tym samym pomagając jej się go pozbyć.
Zatrzymuje go i przypierając swoim ciałem do ściany rozpina jego koszule, która chwilę później ląduje na podłodze.
Bruno rozpina jej szorty, które opadają na dół. Laura rozpina jego jeansy, a kiedy ją podnosi, zaplata swoje nogi wokół jego bioder, układając dłonie na jego głowie.
Nie przestając jej całować jedną dłonią rozpina jej stanik, drugą przytrzymując ją.
Wchodzą do sypialni i kilka chwil później opadają na materac.
Ich dłonie i języki błądzą po ich ciałach
Całuje jej biust schodząc coraz niżej, a dłonią wędruje po jej udzie.
Zdejmuje z niej ostatnią część garderoby, sekundę później ona robi to samo.
Wtuliła się w jego szyję czując go w sobie, a zarazem rozkoszując się dotykiem I ciepłem jego ciała.

*


-Bruno…-Przekładam głowę z jego torsu na ramie, którym mnie obejmuje.
-Słucham?
-Może pojedziemy do ciebie?
-Tu jest całkiem wygodnie-Mówi poprawiając głowę, którą leżąc trzyma na swoim ramieniu.
-No nie wiem…Nie ma nawet poduszek...
-Może się przewidziałem, ale ty chyba nie narzekasz na brak poduszek?-Słysząc jego słowa zaśmiałam się.
-Nie narzekam, ale jestem głodna, a tu nic nie ma-Kłamstwo, takie leciutkie, ale jak na razie nie chcę tu zostać. Dlaczego? Dzieje się tu coś dziwnego.
-Nie wierzę! Byłem pewien, że masz już pełną lodówkę. Skoro nie ma jedzenia to nas też tu nie będzie.
-A pamiętasz, jak…
-Jak jedzenie wylądowało na mojej twarzy?
-Właśnie!
-Pff…Mało zabawne.
-Bardzo zabawne!
-Akurat!
-No tak!
-Niech ci będzie.

Nastała chwila ciszy, którą przerwał Bruno.

-Jedźmy do Vegas!
-Zwariowałeś!?
-Nie, tylko cię kocham-Powiedział całując mnie w głowę.-To, co jedziemy?
-Bruno…
-No weź…Nie pojedziesz? Ze mną?
-Ej…Tak nie wolno!
-Noo, ale ze mną? Bo jakbyś z kimś innym, ale ze mną? Ze mną!?
-Nie powiedziałam, że nie jadę!
-To, co w poniedziałek!?
-Co!?
-No w poniedziałek.
-Ale ja muszę załatwić jeszcze tyle spraw związanych z mieszkaniem…Poza tym to nie będzie to samo.
-Jak nie?
-No nie!
-Bo…?-Pyta unosząc brew.
-Pamiętasz, czym jechaliśmy?
-Twoim samochodem?
-Nie takim zwykłym samochodem. Kojarzysz?
-Mogę dodać, że jechaliśmy nim tylko, dlatego, że mój nie miał klimatyzacji, a on miał opcję „Wiatr we włosach”?
-Nie!
-Ok. A to, że zepsuł się dwa razy w drodze z Vegas do LA?
-Nie!
-A to, że…
-Milcz! Ale to w twoim nie zamykały się drzwi-Rzucam ze śmiechem po chwili.
-Drobny problem.
-A czy przypadkiem Mike pewnego razu nie wypadł, kiedy ruszałeś z parkingu?
-Na pewno nie!
-Na pewno tak!
-Oczywiście, że NIE!
-O nie! Pamiętam! To było na parkingu u Joe, ruszyłeś, a Mike oparł łokieć o drzwi i wypadł na zewnątrz. Najpierw wszyscy zamilkli, ale kiedy Mike się podniósł i zaczął śmiać, płakaliśmy ze śmiechu. Haha, i ta twoja przerażona mina, kiedy wybiegłeś z auta! Co to był za czas…
-Całkiem fajny, no nie?
-Chyba nie chciałbyś niczego zmieniać?
-A ty?
-To ja zadałam pytanie-Mówię oburzona niczym siedmiolatka, której koleżanka odpowiedziała pytaniem na pytanie.
-Hmm…Jest taka rzecz, ale na wszystko przyjdzie czas. Nic straconego.
-Wyjąłeś mi to z ust…Która godzina?
-Za kilka minut 8.
-Zbierajmy się.
-Ale Laura…
-No dalej, dalej…

*

Niedziela nie przyniosła nic nowego, no, może oprócz popołudnia, które spędziliśmy u Phila i Urbany, który to opowiadał, jaką fajną córeczkę ma moja siostra. Fajnie.

Postanowiłam w końcu zmierzyć się z moim mieszkaniem, więc poprosiłam Bruna, żeby zawiózł mnie do niego.

To odważny krok, ostatnim razem, kiedy próbowałam tu spać poddałam się, o 21, kiedy pukanie w ścianę dobiegło końca usłyszałam stukanie w okno.
Nie sprawdziłam, co to tylko zabrałam to, co było pod ręką, wybiegłam, wzięłam taksówkę i pojechałam do Bruna.

Dzisiaj jest spokojnie, żeby się czymś zająć, przez te trzy godziny, ułożyłam ciuchy w komodzie w salonie, tak tymczasowo, zdążyłam umyć podłogi i sto razy wyczyścić blaty.

Coś stuknęło w ścianę!

E…Może tylko mi się wydawało…

Cholera!

Znowu!

Dobra.
Spoko.

Włączę telewizor.
Nie.
Nie włączę.
Nie mam telewizora.

Może to i lepiej.

Chyba wyłączę światło, tak na wszelki wypadek, nie będzie widać, że tu jestem.
Jest pierwsza w nocy, ulice oświetlają tylko lampy, ciemne zasłony plus okiennice(powiedz mi, dlaczego tu są okiennice, które się nie zamykają? Słabo).

Wyłączyłam światło i usiadłam na sofie.

Luz.

To nawet całkiem łatwe.
Pamiętam, jak kiedyś Damian oglądał filmiki o duchach, siedziałam za nim i co chwilę zaglądałam mu przez ramie.
Buu, totalna masakra, jakieś takie punkty, które unosiły się w powietrzu.

Tak na wszelki wypadek założyłam rurki, które powinny być odporne na jakiekolwiek podmuchy powietrza i narzuciłam na siebie bluzę Bruna, którą zapomniałam mu oddać, kiedy mnie odwiózł.

Wiesz, dlaczego to wszystko?

Na pewno czasem to czułaś, takie chłodne powietrze, jakby ktoś przeszedł obok Ciebie.
Boże…Gdyby to się teraz stało padłabym tu.

Założenie kaptura na głowę nie będzie normalne?

Trudno, właśnie to zrobiłam.

Uduszę Damiana, właśnie przypomniał mi się jego kumpel, który opowiadał, że jakiegoś faceta dusiło „coś”, jakiś duch?

O matko!
Wdech. Wydech.
Spoko.
Dobrze jest.

Aaa!
Widziałam! Widziałam!
Ja wiedziałam!
Coś mignęło za oknem.
O jeju…Czy ja czuję łzy w moich oczach?

Wstałam i szybko włączyłam światło.

I żyję! Huh….
Teraz będzie z górki.

Pięć minut później ktoś zadzwonił do drzwi!

Sprawdzić?
Sprawdzę.

Podchodzę do drzwi, sprawdzam, kto to i zupełnie nikogo nie ma, półmrok, który panuje na klatce pozwala to zobaczyć.

Przesadzam?
Ok.
Dobra, no, jasne, że przesadzam, przecież takie rzeczy się nie dzieją.

Ehe…
Akurat!
Umieram!
Ktoś puka w szybę!
Co ja mam zrobić!?

Dobra, spokojnie.
Jestem spokojna, ale…Powoli wstaję, podbiegam do komody, otwieram pierwszą szufladę i wyjmuję z niej tyle rzeczy ile dam radę zabrać, biegnę do sypialni, gdzie zostawiłam walizkę, otwieram ją wrzucam rzeczy, które trzymam, zgarniam jeszcze laptopa, który został na łóżku i przesuwam ją do salonu zabierając kosmetyczkę z łazienki i sandały, które zostawiłam na korytarzu.
W salonie wrzucam do niej wszystkie rzeczy z komody, to cud, że się mieszczą, choć mam mały problem z zapięciem jej, więc siadam na niej, a dopiero po chwili zastanawiam się, czy będą tego konsekwencje, ale nie słyszę nic oprócz stukania w szybę, więc jest ok.
W korytarzu zarzucam na ramię torebkę, sprawdzam, czy zabrałam telefon i już chwytam klucze, kiedy postanawiam podejść do okna.

Zostawiam walizkę i staję przed oknem, chwytam zasłonę i energicznie ją odsuwam, a tam….

*

*Odcinek miał być wczoraj, ale niestety nie miałam internetu, grr*

*Ekhm, jaki idiota potrzebuje 'inspiracji' do napisania dwóch zdań? Ja, oczywiście.*
*Zdecydowanie lepiej, niż pisanie odcinków, wychodzi mi zajmowanie się moim dzieckiem, więc lecę tulić wystraszonego Potworka*

*A tak poza tym, to BARDZO, BARDZO DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZE :)*
  • awatar gość^^: WOW.... Nie wiem co powiedzieć. Dziewczyno, KOCHAM cię ;*** Odcinek jest po prostu zajebisty ^^,
  • awatar Always in my heart...Bruno Mars...: Zgadzam się w 100% z @gość^^. :D Ale w takim momencie przerywać! No nie masz serca :D Czekam na kolejny :D:D
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Rozczarowana? Nigdy w życiu! Zaskoczona może i owszem :D nie wiedziałam, że dom, w którym zamieszkała będą nawiedzać jakieś duchy albo ktoś zwyczajnie robi sobie jaja :p podobał mi się ten odcinek :D Bru i Laura wyglądają tak słodko razem :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

dreamtaker
 
*

-Cześć, skarbie.
-Heej…
-Możemy uznać, że to moja pierwsza wizyta?
-Hmm, zastanówmy się…No ewentualnie. A mam w tym jakiś interes?
-Myślę, że tak…Po pierwsze to-Mówi i podaje mi butelkę wina-Po drugie to-Wsuwa do mieszkania doniczkę z kwiatkiem, to znaczy z wielkim kwiatem. No tak, wziął sobie do serca to, co mówiłam, ale żeby, aż tak…-A po trzecie…-Zamyka drzwi-…to-Układa dłonie na moich biodrach i wpija się w moje usta.
-Aww…Twoja następna wizyta też może być pierwsza. Ale to-Wskazuję na wino-Później.
-Chcesz gdzieś jechać?-Pyta, ale przecież nie powiem mu, że w tym mieszkaniu coś straszy, ale o tym później.
-To znaczy…Chyba pojedziemy do ciebie? Zresztą, chodź-Chwytam jego rękę i prowadzę do kuchni.
-O my gosh! Gdzie jest ta soczysta zieleń!?
-Nie przypominaj mi! To było straszne! Ale właśnie, nie jestem pewna, czy stół powinien zostać tu, czy lepiej będzie pasował w salonie?
-To mała różnica.
-Bruno…!
-No tak. Bo zobacz, jeśli zostawimy go tu, to będziemy mieli mniej miejsca w kuchni, a jeśli przestawimy go do salonu będziemy mieli więcej miejsca tutaj, a to niewiele zmieni. To i tak jest ten samo pomieszczenie.
-Hmm…Wiesz, co mi się podoba?
-Co?
-Powiedziałeś „będziemy mieli”.
-No tak…Bo chyba będę mógł cię odwiedzać?
-Możesz tu nawet zamieszkać-Śmieję się.
-Zapamiętam!
-No ja myślę! A tu-Pokazuję miejsce obok szafki-Możemy postawić kwiatek. No i tu jest trochę pusto nie uważasz?-Opiera brodę na moim ramieniu i oplata mnie dłońmi wokół talii.
-Jest dużo…
-Nie komplikuj. Jest pusto.
-Ok. Jest pusto.
-Przydałby się…
-Regał?
-Dokładnie! Wrzosowy…Biały?
-Biały.
-Muszę częściej pytać cię o zdanie.
-No nareszcie!
-Ej! Bez przesady. Chodź, zobaczymy łazienkę.
-Niebieska?
-No przepraszam, że nie czerwona!-Odpowiadam otwierając drzwi.
-Właśnie! Gdzie się podziała ognista czerwień z salonu, co? Przykro mi, wiesz?-Wygina usta
-Ojej, ale jakoś to przebolejesz?
-Będę musiał…
-A to, jak już wiesz, sypialnia…
-O…stylowe łóżko…Nie ma, co…-Śmieje się rzucając na materac.
-No, ej…Nie śmiej się…Poza tym ten materac jest całkiem wygodny-Mówię siadając  i opierając się o niego.
-To dlaczego jeszcze tu nie spałaś, he?
-Bo…Tak jakoś wyszło.
-Jasne…
-No tak.
-Dobra, dobra, ale jakiego ty w końcu szukasz łóżka?
-Całkiem zwykłego. No tak!-Szturcham go w ramię widząc jego minę-Musi mieć szuflady na dole, mówiłam tobie, prawda?
-Mówiłaś, mówiłaś…
-Ma być białe i to wszystko.
-Coś nie chce mi się wierzyć, że masz tylko takie wymagania…
-A jednak! Idziemy dalej.

Wstaję i mam zamiar wejść do jednego z czystych, ślicznych i pachnących pokoi, naciskam klamkę i przeżywam szok, który wyrażam mało skomplikowanym zdaniem

-O! Mój! Boże!-Po którym od razu Bruno znajduje się obok mnie.

Na ścianach nie ma farby, która miała tam być!
Nie ma też żadnej innej farby!
Jest obrzydliwe graffiti, które już nie miało być!

-Ups…
-Ups!? Ups, tak!? A w rogu stoi wiadro z farbą! Widzisz!? I to nie jedno! Nie dwa! Trzy!  Och, ok. Pudrowy róż, który miał być tutaj. Biała miała być na suficie i…Jasnobeżowa? Bruno…Ja…Jeśli oni zostawili niepomalowane DWA pokoje! I mi o tym nie powiedzieli! Ja…
-Spokojnie…-Chwyta mnie za ramiona-Oddychaj…Policz do dziesięciu…
-Nie drażnij mnie, uprzejmie proszę, ok?-Pytam patrząc w jego oczy.
-E…ok.

Podchodzę do drzwi i jeszcze raz spoglądam na Bruna.

-Jeśli ten pokój…Wygląda tak, jak tamten, to…Uduszę tego cwaniaka w fioletowych okularkach-Ich szef nosi fioletowe okulary przeciwsłoneczne, jeśli nie na oczach to na czole, co mnie bawi, albo już bawiło.
-Ok. A ja mogę się go pozbyć!-Spoglądam na niego zdziwiona-No wiesz…Jak już będzie PO.
-A…! Ha Ha! Ok. To wdech….I wydech…-Nacisnęłam klamkę i…-Jasna cholera!
-Shhh…Słyszysz?
-Co niby?
-Cisza…
-Bruno, skarbie, naprawdę lubię twoje proste ząbki, ale nerwy to ja mam jedne. Słabe w dodatku, wiesz?
-Zauważyłem….Ale…Mogłabyś czasem taka być-Mówi stojąc kawałek ode mnie.
-Że, co, proszę?-Odwracam się w jego stronę i unoszę brew.
-No, co!?
-Bruno, jesteś pewien, że wszystko tobie dobrze styka?
-A to zależy. Bo, jak zrobię tak-Przechyla głowę w prawo-To tak. Ale już tak-Przechyla głowę w lewo-To nie.
-Bruno…! Nie o to pytałam.
-A…! To tak. Wszystko styka.
-No nie wiem. Poza tym, teraz tak mówisz, a później będziesz miał pretensje.
-Ja!? Do ciebie!? W życiu!
-Jasne… Ale zaczynam się o ciebie martwić, mówisz ostatnio wiele dziwnych rzeczy.
-Ja? Gdzie tam! Wydaje się tobie. Chociaż nie zmienia to tego, że chciałbym, żebyś…
-Dosyć.
-E…No dobra, jak tam chcesz. Tylko żebyś później nie żałowała!
-Bruno! Daj spokój. Wróćmy do mojego problemu.
-NASZEGO.
-No tak, więc wróćmy do NASZEGO problemu, lepiej?
-O wiele lepiej. I wydaje mi się, że możemy zająć się tym w poniedziałek-Mówi stając za mną.
-W poniedziałek!? Sądzisz, że wytrzymam ze świadomością, że to coś jest w moim mieszkaniu?
-To tylko kilka rysunków-Mówi całując moją szyję.
-AŻ-Obracam się przodem do niego.
-Kochanie, to tylko bazgroły na kilku ścianach. Zajmijmy się czymś-Przerywa całując mnie-Przyjemniejszym…

*

*Na początek, WITAM NOWYCH OBSERWUJĄCYCH :)*

*A następnie dodam, że wcale nie podoba mi się ten odcinek, nic, a nic*
*Zdecydowanie za dużo dialogu, tak mi się wydaje i wiem, że tak nie powinno być*
*I do jutra :)*

*P.S.* *Jeśli ktoś chce być w znajomych to niech po prostu kliknie "dodaj do znajomych", to taka formalność, bo i tak akceptuję wszystkie zaproszenia :)*
  • awatar brumbru: A ja tam lubię jak oni sobie tak między sobą pogadają ;) :) I ładnie ją urządzili z tym graffiti. :D :D Nowi obserwujący? Ooo, więcej czytelników!!! :D
  • awatar Słodziak-z-niego: ja tam też uwielbiam ich rozmowy ;) I ten tekst czy wszystko ci styka :D haha :P
  • awatar Fuck You If You Don't Like Bruno Mars: Ważne że NAM, czytelnikom, się podoba! Bruno rozwalił mnie po tym jak Laura zapytała 'czy wszystko styka' haha :D ;) Świetny! Ale szkoda że opowiadaniowy weekend dobiegł końca... :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

dreamtaker
 
*

Pierwsze trzy dni po powrocie spędziłam na oglądaniu masy mieszkań, lepszych i gorszych, albo gorszych i gorszych.

Pierwsze miało, co prawda duży pokój dzienny połączony z kuchnią, dwie sypialnie i ładną łazienkę, tylko był mały, malutki, maluteńki haczyk, były tylko dwa małe okna, i to tylko salonie, a reszta?
A no tak, było tańsze-Bruno stwierdził, że za różnicę kupowałabym świeczki-jak miło.

Jedno z kolejnych było przyjemne, jasne, duże-całkiem, całkiem-tylko sąsiedzi, eh…-Pomijając już głośną muzykę(kiedyś muszą spać!), wyszedł jeden z potencjalnych sąsiadów, to znaczy…Nie wyszedł, tylko wywalał kogoś ze swojego mieszkania.
Nie żebym była szczególnie wrażliwa, ale jego wygląda sprawił, że chciałam uciekać, nawet przez balkon z szóstego piętra.

Ostatnie, które oglądałam było przerażające, w poprzednich było czysto i panował ogólny ład, to było totalnym przeciwieństwem.
Na podłodze była wykładzina, taka jasna, puszysta…Tfu-wcale nie-beż stał się szaro-szary, znalazło się parę kartonów, ale wiesz, co było najgorsze?
Robaki, takie…Takie…Pełzające po podłodze. O fuj!

Może pragnienie posiadania czystego, jasnego mieszkania z oknami i spokojnymi sąsiadami to za wiele?

Całkiem możliwe.

Myślałam o mieszkaniu w centrum, ale z drugiej strony, skoro mam je kupić, a nie wynająć to zostanę tam na dłużej, więc może coś poza nim i stało się.

Odrzuciłam plan kupna mieszkania w centrum i wybrałam coś poza nim, za to mam bliżej do plaży, do Joe i do Bruna, co było najważniejsze.

Mieszkanie jest o wiele ładniejsze od tych oglądanych wcześniej, nie jest też w wysokim budynku, są dwa piętra, moje jest na pierwszym.

Niedaleko jest park i plac zabaw…Ach tak, nie jest mi potrzebny-wiem-to tak z przyzwyczajenia, cały czas myślę o Amelii-nieważne, rozdział „Laura, jako mama” uważam za zamknięty na zawsze.

Ale…Wracając do mieszkania, z którego niesamowicie się cieszę, jest naprawdę ładne, chociaż Bruno tak nie uważa, ale jego opinii nie słucham, bo robił wszystko, żeby wybić mi z głowy ten pomysł.

Kiedy pierwszy raz je zobaczyłam wiedziałam, że to, to właściwe, które musi być moje.
Duża kuchnia i pokój dzienny, trzy sypialnie, (po, co mi trzy sypialnie!? Agent stwierdził, że nie wiadomo, kiedy mogą być potrzebne-co proszę!?), garderoba, łazienka, a, no i korytarz, który łączy te pomieszczenia i duży balkon, otaczający kuchnie, która znajduje się na narożniku i salon zaraz za nią.

Wchodząc przez drzwi wejściowe pierwsze drzwi to wejście do kuchni i salonu, białe drzwi i totalnie egzotyczne kolory na ścianach, w kuchni dzika zieleń, natomiast w salonie soczysta czerwień-na szczęście wszystko jest w trakcie zmian.

Następna jest łazienka, ani mała, ani duża-w fazie powstawania, docelowo na podłodze mają znaleźć się ciemnoniebieskie płytki, a na ścianach białe. Ma być wanna i prysznic, takie dwa w jednym, jako, że wolna przestrzeń jest na wagę złota.

Zaraz za nią mniejszy pokój połączony z większą sypialnią we wściekło żółtym kolorze.

I właśnie tam powstanie garderoba, a obok niej moja sypialnia.

Zostały dwa wolne pokoje, może w jednym zrobię tam coś w rodzaju gabinetu?

W sumie nie mam tu żadnych książek, czy innych takich rzeczy.

A w kolejnym druga sypialnia, jeśli ktoś mnie odwiedzi, na przykład Lea, która już wspominała, że mogę spodziewać się jej jeszcze w tym roku-mam nadzieję, że przyjedzie.

A wiesz, co pomyślałam, kiedy zajrzałam tam pierwszy raz?
Że będzie tam pokój dla Amelki….

W dwa dni podpisałam dokumenty, przesłałam pieniądze i znalazłam wolną ekipę remontową-idealnie, pomijając cenę, którą zapłaciłam za taką ilość ludzi i tempo pracy, ale chcę tu trochę pomieszkać przed kolejnymi koncertami Bruna.

I tak minęło 10 dni, które w większości spędziłam w prawie pustym mieszkaniu, no nie tak całkiem, bo panował tam niezły tłok.

W pierwszy i drugi dzień zajęli się podłogą i ścianami w łazience, no i podłogami w pokojach, w garderobie wykładzina dywanowa, w salonie, sypialni i potencjalnych sypialniach ciemne panele.
W korytarzu zostały szare płytki, a w kuchni były białe, które też postanowiłam zostawić.

Trzeci i czwarty dzień to dokończenie łazienki i malowanie ścian.

W piątym dniu przyjechały meble.

W kuchni białe, z drewna, całkiem proste, lodówka wpadająca w miętę, którą chciałam widzieć w swoim mieszkaniu już w Londynie, ale reszta nie przystała na ten pomysł, to nawet lepiej-mam ją teraz. Na środku postanowiłam postawić błękitny stół z takimi samymi krzesłami, ściany i sufit wreszcie były białe, tak, jak w salonie.

W salonie pojawiła się niska, biała szafka, na której ma kiedyś stanąć telewizor, pod przeciwną ścianą znalazła miejsce sofa w kwiaty, a tuż pod oknem biały fotel, przed nim i sofą postawiłam średni, wrzosowy stolik. Na jedynej wolnej ścianie stoi komoda, w takim samym kolorze, jak stolik.
To wszystko nie zajęło nawet połowy pokoju, zastanawiam się, czy nie przestawić stołu z kuchni tutaj, jest rozkładany, więc mogłabym dokupić kilka krzeseł i byłby całkiem praktycznym stołem. Zobaczy się.
Łazienka, tak, jak wcześniej wspominałam jest w niebieskich barwach, naprzeciwko drzwi wanna, a pierwsza od drzwi umywalka, pod nią niebieska szafka, nad nią natomiast, lustro.

Garderoba poczeka na lepszy czas, czyli jeszcze kilka dni, bo musi być praktyczna, a ja chyba nie jestem w  tej kwestii specjalistką.

W sypialni sufit jest biały, a wściekła żółć została zastąpiona delikatną miętą, znalazłam idealną białą komodę i dwa stoliki nocne, tylko mam jeden problem, zamiast łóżka jest tylko materac.
Bruno był zdumiony tym, że w jednym średnio duży sklepie w okolicach Pasadeny znalazłam prawie wszystkie meble, a miałam problem z wyborem łóżka, ale ja miałam je w głowie, tylko nie mieli go w sklepie-tego też nie zrozumiał.

Właśnie-Bruno-ma zjawić się za kilka minut, bo przez ostatnie dwa dni miał dużo pracy i nie znalazł czasu, żeby tu wpaść.

O! Ktoś puka do drzwi. To chyba on.

*

*No cóż, ten opis musiał się pojawić, ale obiecuję jutro będzie ciekawiej, a w poniedziałek jeszcze ciekawiej! ;)*
  • awatar Call me Lexi: No i dobrze, przynajmniej wiemy dokładnie, co do joty, jak Laura mieszka :D no to nie mogę się doczekać kolejnych odcinków, intrygujesz! :)
  • awatar Em_marudzi: A ja tam się cieszę, że się opis pojawił, bo jak jest opis to jest i obraz ;) Ale mnie teraz zaintrygowałaś! Ja chcę już następny! :D
  • awatar Wenusowa: Oj, tam, jest dobrze. :) Dałaś nam obraz skrawku jej życia. ;) Teraz to będę myśleć co pojawi się póżniej. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

dreamtaker
 
No i cóż ja bym zrobiła bez *Grupy Wsparcia?*
No nie wiem, nie wiem.

*A więc po pierwsze chciałabym podziękować: *
@brumbru czyli Em
i
@thesexydragon czyli Lexi
*Dwie kochane wariatki, które są moim ogromnym pingerowym wsparciem :* *
*A...No i piszą moje 'najulubieńsze' opowiadania*
*O te:*
@brumbru
@thesexydragon

*I najważniejsze*
*Jakieś 8 minut temu Em próbowała mnie udusić :D*
*Śmiechem, a wszystko przez reklamę mojego bloga na JEJ blogu :P Dziękować, dziękować, Em :* *

*EDIT* *Lexi, Ty to naprawdę o moim opowiadaniu napisałaś? :P Ej, no...Takie to ładne :) I Tobie ja bardzo, bardzo dziękować :* *


*

-Mogę już iść?-Pytam znudzona oglądaniem garderoby Ryan’a.
-Miałaś mi pomóc!-Rzuca z wyrzutem.
-Ale, co ja mogę za to, że w każdym z tych kolorów jest ci do twarzy?
-Akurat!
-Ryan…
-Laura…
-Bo to jakaś epidemia!
-Jaka?
-Najpierw Phil pyta mnie o podkład. Dla niego! Później ty o kolory. Piliście coś!?
-No wiesz…
-Oj, no… To mogę iść?
-Nie…Nie powiedziałaś, która lepsza. Ta, czy ta?-Pyta pokazując mi dwie koszulki-różową i szarą.
-Szczerze?
-Szczerze.
-Ok, no, więc wiem, że wolałbyś tą po prawej-Wskazuję na różową-Ale moim zdaniem lepsza będzie ta-Pokazuję szarą z nadrukiem ciemniejszym o dwa tony.
-Hmm, skoro tak mówisz, chyba masz rację-Ciągnie przypatrując się koszulkom.
-Na pewno. To ja lecę i do zobaczenia, tak?
-E…Tak, jasne. Tak, tak.
-Ryan, jesteś pewien, że wszystko ok?
-Pewnie.
-Ok. Pa!
-Pa!

Wychodząc z jego pokoju wpadam na Bruna.

-Laura!?-Pyta zdziwiony obejmując mnie w talii.
-Laura, Laura.  A ty, gdzie się podziewałeś, co?-Zaplatam dłonie za jego szyją.
-Musiałem coś załatwić-Myślałam, że otrzymam konkretniejszą odpowiedź.
-Ok-Mówię i chcę iść do mojego pokoju, jednak zatrzymuje mnie i całuje.
-Ej, nie obrażaj się. Nie mogę powiedzieć nic więcej.
-Och…No ok.
-A teraz idziemy do ciebie.
-Do mnie!?
-Do ciebie!-Chwyta moją dłoń i idziemy w kierunku mojego pokoju.

*

-Kiedy psyjdzie ciocia?-Pyta Amelia.
-Za chwilę powinna przyjść. Ale…Zrobimy cioci kawał?-Pyta Phil zacierając ręce.
-Taaak!-Amelia staje na łóżku, po czym Phil chwyta ją za rączki i mała zeskakuje na podłogę.
-Musimy się schować!
-Do safy!
-Nie…Bruno od razu ją sprawdzi…
-Pod lózko!
-Ale ja się nie zmieszczę-Udaje smutnego.
-Zmiescis sie.
-No dobra. A, co jeśli nie będę mógł wyjść?
-Ziośtanieś tam-Stwierdza poważnie-Ale nie maltw się, wujku, pozyce tobie mojego misia i nie będzies się bał!
-Przekonałaś mnie!

Gdy wsunął się pod łóżko Amelia postanowiła wyjść i sprawdzić, czy go nie widać, kiedy upewniła się, że wszystko jest w porządku, dołączyła do niego.

Mała cały czas powtarzała, żeby był cicho, ale sama nie mogła powstrzymać śmiechu.

Kilka minut później drzwi się otworzyły i ktoś wszedł, jednak nie widzieli, kto, bo łóżko było zasłonięte.
Kiedy Phil chciał lekko odsłonić materiał, by zobaczyć, Amelia, powstrzymała go, cicho szepcząc: „Niu, niu"

*

Bruno otwiera drzwi i wpuszcza mnie przodem, wchodzę  i…I nic!
Nie no, może ja mam za duże wymagania, ale sądziłam, że te wszystkie gierki po coś były, a nie, tak, po prostu.

-Bruno…Wszystko ok!?-Pytam, gdy widzę zdziwienie na jego twarzy.
-Tak… Nie! Phil zniknął!
-Co!? Wywnioskowałeś to po tym, że nie ma go w moim pokoju?
-Nie, nie o to chodzi. Poczekaj sekundę! -Mówi i wybiega z pokoju. Wraca po minucie, dalej równie zdziwiony-No nie ma go!
-Straszne…Pewnie gdzieś poszedł.
-Nie, to niemożliwe!
-Bruno, przepraszam, ale zupełnie cię nie rozumiem.
-Zaraz wszystko zrozumiesz-Podchodzi do szafy i otwiera ją-Nie ma…-Mówi zrezygnowany.
-Cholera, Bruno, o co chodzi!?
-No nic, tylko…
-Dalej chodzi o Phil’a?
-No…Tak…
-Boże…No wiedziałam, że to nie może być tylko twój przyjaciel. Wiedziałam!-Mówię i czekam na jego reakcję.
-Co!? –Pyta zdzwiony-Nie, to nie tak. Tylko…
-Zadzwoń do niego.
-Masz rację! I, że ja na to nie wpadłem!

Wyjmuje telefon i dzwoni.

Dzwoni…Ale…

-Zaraz, zaraz!-Podchodzę do łóżka i podnoszę poduszkę-To jego telefon?-Podnoszę leżący telefon.
-Wiem!
-Człowieku, co ty wyrabiasz!?-Pytam, kiedy rzuca się na ziemię, chowając głowę pod łóżkiem.
-Mam! Mam! Mam!

Najpierw wychodzi Bruno, później Phil i…Amelia!?

Aaa!

Amelia!?

Amelia!

Moja Amelia!?

Moja Amelka!

-Ciocia!-Piszczy i po chwili wpada w moje ramiona.
-Aniołku…-Bruno stoi z boku i obserwuje nas-Bruno…-Zaczynam wyciągając do niego rękę-Dziękuję…-Przytulam go i cmokam w policzek.
-Ale fajnie..!-Cieszy się Amelka zabawnie klaszcząc. Jedną rączką obejmuje moją szyję, a drugą Bruna i przytula nas.

Nie mogę uwierzyć, że to jest i dzieje się naprawdę.

Dzisiaj rano nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę zobaczyć Amelkę w najbliższym czasie, a co dopiero dzisiaj.

Nie do wiary!
Niesamowite!
Zupełnie nie wiem, o co chodzi, ale i tak okropnie się cieszę.
Otwierają się drzwi i słyszę dobrze znany mi głos.

Sara.

*

Sara była nadzwyczaj spokojna, a to nigdy nie wróży niczego dobrego.

Byłam zdziwiona, kiedy dowiedziałam się, że Amelka będzie z nami, aż do powrotu.
Cieszę się.
Bardzo, bardzo.

Bruno zaproponował, żebym wyszła gdzieś z Sarą, nie powiem, żeby było mi to na rękę…O nie.
Trochę obawiałam się tego, co może zrobić Sara, jednak muszę przyznać, że zachowywała się inaczej niż zwykle.

*

Kiedy wróciłyśmy i weszłyśmy do windy, stałyśmy obok siebie opierając się o ścianę, Sara spojrzała na mnie i przytuliła, to było, co najmniej dziwne.

Nie, nie przytulenie, ale przytulenie ze strony mojej siostry-tak.
Zdecydowanie tak.

-Wiesz…Przepraszam-Mówi wracając na poprzednie miejsce.
-Nie masz, za, co.
-Mam. Wcześniej…Nie zachowywałam się wobec ciebie w porządku.
-Coś się zmieniło?
-Oczywiście. Ostatnie tygodnie wiele mi uświadomiły. Te wszystkie lata…Nie powinnam taka być, przecież to nie była twoja wina, a każdy mój problem związany z tobą-wymyślony. Chciałabym to naprawić. Myślisz, że nie jest na to za późno?
-Nigdy nie jest za późno-Uśmiecham się i wychodzimy z windy.

Rozchodzimy się do swoich pokoi.

Amelia została z Brunem, więc po cichu otwieram drzwi i wchodzę do środka, gdzie spodziewam się zastać ciemność, jednak włączona jest mała lampka.

Bruno jest oparty o poduszki, Amelka leży przytulona do niego, opierając główkę na jego ramieniu.

Teraz, kiedy widzę ich tak naprawdę razem zauważam, jak bardzo podobni są do siebie.
Zamknięte oczy, spokojne oddechy i ta sama mina.

Przykryłam ich kocem i stanęłam z drugiej strony łóżka, tuż obok lampki.
Jestem beznadziejnym człowiekiem, bo przecież nie mogę nazwać się matką, ale człowiekiem tak, beznadziejnym też.
Zobacz, jak dużo im zabrałam…

Poczułam pierwsze łzy spływające po moich policzkach.
Wyłączyłam lampkę i wyszłam z pomieszczenia.
Postanowiłam wyjść z hotelu.

Nie było późno.
Niedługo po północy.
Dosłownie kilka kroków stąd znajduje się park.
Usiadłam na jednej z pierwszych ławek, nieopodal wejścia.

Ta niespodzianka…Jasne, cieszę się, nie potrafię powiedzieć, jak bardzo, ale…To nie tak miało być.
Przywykłam do myśli, że nie mogę jej widywać, że nie powinnam, bo tak będzie lepiej.
Przez chwilę nawet pomyślałam, że może Bruno zaczął się domyślać, albo Sara mu coś powiedziała, ale to chyba niemożliwe, a Sara taka nie jest…Przecież jest moją siostrą, nie zrobiłaby tego, prawda? Na pewno nie.

-Mała, a ty, co się włóczysz po nocy?
-Musiałam się przewietrzyć, a ty, co tu robisz?
-Nie wiesz!? Dre Wszechwiedzący!-No i, co ja się dziwię?-Poza tym, ty, Bruno…Co to za różnica?-Pyta siadając obok mnie.
-No wiesz…!
-Ok. Widzę pewne różnice…Jesteś trochę mniejsza, mniej kłopotliwa i…No…Znalazłoby się jeszcze kilka rzeczy. Spotkanie z siostrą się nie udało?
-A znasz moją siostrę?
-Niby nie, ale nie wygląda na potwora.
-No tak…Może…Ale…To raczej specyficzna osoba, więc miłe spędzanie czasu raczej nie występuje.
-Chyba za sobą nie przepadacie.
-To nie tak. Co prawda nie jesteśmy, jak większość sióstr, ale…-Obróciłam głowę w jego stronę i widząc jego wzrok zaśmiałam się-Dobra! Masz rację. Aż tak to widać?
-No trochę. Siostry, które spotykają się po trzech miesiącach gadają, jak najęte.
-Tak sądzisz?
-No pewnie! Baby tak mają.
-Jak miło.
-Daj spokój. Mnie przywiała bezsenność, ale ciebie?
-Myśli.
-Myśli?
-Yhym-Przytakuję.
-Mogę coś powiedzieć?
-Jasne!
-Ale nie będziesz się śmiała?
-Nie.
-Obiecaj!
-Obiecuję!
-Czasem wydaje się nam, że coś nas przerasta, ale nigdy nie dostajemy więcej niż możemy znieść. Tak mi się wydaje-Dodaje po krótkiej przerwie-Dobra, chodźmy już-Wstaje i kieruje się w stronę hotelu.
-Dre!-Zatrzymuje się-Dzięki.
-Nie ma za, co. A tak przy okazji to…Ta mała fajna jest. Ty i wiesz, co?
-No..?-Pytam idąc koło niego.
- Jak Bruno ją niósł to przez chwilę nawet widziałem, że są do siebie podobni. Głupie, nie? No i stwierdziłem, że to skutek wczorajszej imprezy. Chyba muszę trochę odpocząć-To mi dowaliłeś, Dre…Ale przynajmniej coś pożytecznego z tego będzie…

*
  • awatar brumbru: Ty weź mi nie dziękuj, boś jest wspaniała :D Odcinek taki rozkoszny, Boże jak ona się musiała cieszyć na widok Amelki! A no i normalnie widziałam oczmi wyobraźni jak śpi z Brunem. Ochhh, cudnie, cudnie! :D
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Miód, cud i orzeszki :D Teraz mogę zasnąć w spokoju :) nareszcie Laura zaznała trochę szczęścia! Och a Dre jakie życiowe mądrości :D kurcze aż smutno się robi, gdy pomyślę, że tak się oszukują. No ale to przecież główny wątek Twojego opowiadania, więc akceptuję i czekam aż to się zmieni na dobre :D :D
  • awatar Brunoholic: No i kurde brak mi słów :D Twoje opowiadanie jest nieziemskie! :D I cieszę się na kolejny opowiadaniowy weekend ;) :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

dreamtaker
 
*

Sara ma jakąś ważną sprawę do Laury, która gdzieś się zapodziała, co prawda przyjechaliśmy trochę wcześniej, ale nie ma jej, ani u mnie, ani u niej…

W pokoju Laury są dwa łóżka, w planie na początku miało być tylko jedno i przez to niedopatrzenie musiałem wymyślić jakąś historyjkę, żeby tylko się nie domyśliła, a dwa łóżka, bo Amelia nie lubi spać sama, to znaczy śpi sama, ale tylko w swoim pokoju-tak mówiła Sara.

Amelia siedząc na moich kolanach próbuje rozpakować swoją walizkę, pokazując mi każdą rzecz, a Sara siedzi na fotelu nieopodal i nas obserwuje.

-Co to za sprawa?
-Potrzebuję jej…Yyy…-Przerwała i zaczęła zastanawiać się, co powiedzieć-Zdania-Kończy szybko.
-Zdania!? Sara, nie bądź śmieszna.
-Ale o co właściwie tobie chodzi!?
-Uspokój się-Mówię do niej-Amelia, skończysz sama?-W odpowiedzi kiwa główką.
-Ale ona nie może zostać sama!
-No, co ty nie powiesz…Nie zostanie sama.
-A, z kim niby?
-Z Phil’em.
-Kto to!?
-Mój przyjaciel.
-I, co? To niby gwarancja, że się nią zajmie?
-Jesteś upierdliwa. Ma dwoje dzieci, wystarczy?
-Może być-Boże, ona jest straszna, po spędzeniu w jej towarzystwie godziny nie mogę na nią patrzeć, a już tym bardziej jej słuchać.

*

-Mów.
-Mam pewną znajomą…-Zaczyna Sara siadając na fotelu i wyjmując z kieszeni paczkę papierosów-Ma córkę w wieku Młodej.
-I?
-Właściwie nie wiem, czy powinnam tobie o tym mówić…
-Wiesz, gdybyś się nie pomyliła to nawet bym się nie przyczepił, ale wiem, że chciałaś powiedzieć coś innego. A decyzja Laury może być nie taka, jaką by naprawdę podjęła i ty dobrze o tym wiesz.
-A, co tobie do tego?
-Uwierz, że dużo.
-No i ta mała jest w agencji modelek, właśnie takiej, która zajmuje się głównie dziećmi, no i mała dobrze się bawi, a ona zarabia.
-Dobrze się bawi!? Jesteś zabawna. Co lubi robić Amelia?
-Rysować…Układać klocki…? Nie wiem, w sumie.
-No właśnie! Czy kiedykolwiek jakkolwiek pokazała, że lubi stać przed obiektywem?
-No nie-Kiwa głową blondynka.
-No jasne, że nie, bo ona tego NIE LUBI, rozumiesz?-Potakuje-A jeśli tego nie lubi to, to nie byłaby zabawa.
-Ale…I tak nie ty podejmiesz decyzję. Poza tym został tylko kontrakt do podpisania.
-No tak, decyzja należy do Laury.
-Ale…Co ty mówisz!? Jak to do Laury!?
-Nieważne. Masz go przy sobie?
-Jasne.
-Możesz pokazać?-Pyta Bruno i zapala papierosa. Po chwili zastanowienia, dziewczyna, wyciąga z torebki dwie kartki, jedną z nich podaje Brunowi.
-Jesteś normalna?-Pyta po chwili.
-Ty, o co ci chodzi?
-Dwa lata? W co ty chcesz ją wpakować, co? Chcesz jej spieprzyć dzieciństwo do reszty?
-Nie! Zresztą to moja sprawa.
-O nie, moja droga, zupełnie nie twoja!-Wyrywa z jej ręki drugą kartkę i przedziera je.
-Co ty, kurwa, robisz!?
-Jak to, co? Pomagam Laurze!
-O nie! Nie pomagasz Laurze! Amelia to moje dziecko i mogę robić, co chcę!
-Zastanów się, co wygadujesz! Nie wciskaj mi kitu!
-A ty nie wpieprzaj się w nasze życie! Jak tylko Laura powiedziała, że wyjeżdża i będzie pracować dla ciebie, wiedziałam, że nic dobrego z tego nie wyjdzie! Ale nie…Nie, bo ona musi! Ona chce! Bo jest w ciebie tak cholernie zapatrzona, czy nie wiem, co! To ty rozpieprzyłeś jej związek z Joshem! To była idealna sytuacja! Lekarz! Bogaty! Przystojny!-Wylicza- Nagle zaczyna mówić o tobie! Zapomina o nim! On jest! Ale ona go nie chce! I co z tego, że ją zdradzał! Powinna siedzieć cicho! I gdyby nie ty nie byłoby tych problemów!  I tego cholernego bachora!
-Nie waż się mówić tak o MOIM dziecku, rozumiesz?-Łapie ją za nadgarstki. Nie odpowiada-Rozumiesz!?-Pyta, Bruno, mocniej zaciskając dłonie.
-Tak…-Szepcze odwracając głowę. Puszcza ją i siada na drugim fotelu-Ale…To…Ty…Wiesz?
-Wiem. Chyba nie myślisz, że jestem idiotą, co? Wtedy chciałaś mi o tym powiedzieć?
-Tak.
-I, dlaczego tego nie zrobiłaś?
-To nie jest ważne.
-Jasne…Bierzesz od niej pieniądze?-Cisza-Tak!?
-Tak.
-Nawet mnie to nie dziwi, ale…Laura…
-Tak, zapłaciła mi, żebym nie powiedziała tobie, jeśli o to chciałeś spytać. I tylko o to chodziło. I nadal tak jest. I wiesz, co!? Może w końcu zrozumiesz, jaka jest naprawdę!
-Przestań tak o niej mówić! Prawda jest taka, że masz w dupie swoją siostrę, liczą się dla ciebie tylko pieniądze i ty, więc nie pieprz, jaka jest Laura, ty wcale nie jesteś lepsza! Bo, jeśli nie zauważyłaś to też kłamiesz tylko w przeciwieństwie do niej nie potrafisz trzymać języka za zębami, choć jestem pewien, że taką miałyście umowę!
-No proszę! Obudził się! A ty, co robiłeś przez ostatnie trzy miesiące? No chyba nie powiesz, że nie kłamałeś? Otóż powiem tobie. Kłamałeś! Nie mniej niż ja, Laura, czy Damian! Robisz dokładnie to samo! I wiesz, co!? Masz rację liczą się dla mnie tylko pieniądze i ja sama! A wiesz, dlaczego!? Bo przez moje całe popieprzone życie miałam tylko siebie i pieniądze od rodziców! Dla nich liczyła się tylko Laura, no i czasem Damian! Ja mogłam nie istnieć!
-Chyba masz swój rozum! Nie zwalaj winy na nich!
-Jasne, że mam swój rozum, ale ani ty, ani Laura, ani nikt inny mnie nie zrozumie.
-Dlaczego!?
-Jak to, dlaczego!? Nie wiem, co to miłość! Nikt nigdy mnie nie kochał! Przeszkadzałam mojej rodzinie, więc wyjechałam! A kiedy pierwszy raz pomyślałam, że ktoś mnie pokochał okazało się, że chciał mnie tylko przelecieć! I znowu zostałam sama! I tak było zawsze! Jest i będzie…-Skończyła cicho. Poczuł się nieswojo, pomyślał, że może źle ją ocenił, ale sama rozwiała jego wątpliwości, kiedy roześmiała się na głos-Ha! Ha! Chyba nie uwierzyłeś!? Nie no…Ty naprawdę uwierzyłeś!? Jesteś naprawdę zabawny!
-A ty? Jaka jesteś, co!?-Zapytał, jednak nie otrzymał odpowiedzi-No właśnie! Wiesz…Rób ze swoim życiem, co tylko chcesz…Ale miej szacunek do innych. Poza tym…Jest kilka osób, którym na tobie bardzo zależy. Szkoda, że masz ich w nosie!-Odezwała się po dłuższej chwili, przez chwilę pomyślał, że coś do niej dotarło, jednak po raz kolejny się pomylił.
-Nie uzdrowisz świata na siłę, więc daj sobie spokój. A skoro tak, to muszę porozmawiać z Laurą. Przecież nie mogę jej okłamywać!-Zabiera swoją torebkę i wstaje.
-Nie możesz!
-Bruno…Ja mogę wszystko…
-Ach…No tak… Zapomniałem!  
-Ale oczywiście możemy się dogadać. Nie będę robiła problemów.
-Ile?-Pyta ją.
-Cóż….

*

*Opowiadaniowy weekend III, ktoś chętny?:D*
*Jako, że jutro mam tylko jedne zajęcia, a dziś miałam dzień wolny to mój weekend będzie trochę dłuższy, bo potrwa, aż do poniedziałku, więc przygotujcie się na 5 odcinków :)*

*Bardzo, bardzo dziękuję Wam za 10 tysięcy wejść :)*
  • awatar Another Bruno Mars's Stories: Ulala :D ja też mam długi weekend :D Co do odcinka :0 już myślałam, że Sara na serio jest tak pokrzywdzona przez życie, jednak się myliłam :| Bru broni Amelię awww :D ale rozwaliłaś mnie końcem, będą tak jej płacić zamiast szczerze i porządnie pogadać? Błędne koło, no ale cóż :) czekam na następne 5 odcinków :D
  • awatar Słodziak-z-niego: YesYesYes!!!!! :P uwielbiam weekendowe szaleństwo ;) no ale jak oni tak się będą na wzajem przekupywać no to ja już nie wiem, zaraz będą płacić Amelii za siedzenie cicho hihi :D :D
  • awatar LMP: Bruno wie, Sara wie, ze on wie, tylko biedna Laura nic nie wie... Niech jak nahjszybciej wszystko sobir wyjaśnią Awwwww!!! Opowiadaniowy weekend! Jestem za!! Poprawiłaś mi mój zjebany humor taką informacją :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

dreamtaker
 
*Za odcinek powinnam podziękować:*
@brumbru
@theotherside
@music-non-stop
*Dziękuję :* *


*

*Trzy miesiące później*

Czas, który miał być dla mnie koszmarem, okazał się najlepszym, co mogło mi się przytrafić.
Nie wiem ile to potrwa, ale to nieważne-niech po prostu trwa.

Nasze lęki mogą zniszczyć nasze marzenia, ale są osoby, które wiele dla nas znaczą i potrafią je ocalić.
Tak było w moim przypadku, pojawił się ON, a właściwie tylko mocniej zaznaczył swoją obecność, jakby powiedział, że jest i nie zniknie.

Bałam się tego prawie tak, jak powiedzenia całej prawdy…Bo w tej kwestii nic się nie zmieniło…

Czuję, że pomimo moich sprzeciwów, jestem coraz bliżej niego, a może on coraz bliżej mnie.
W prostszej wersji jesteśmy bliżsi sobie.
Nawet bardzo.

Może to źle.
Może nie powinnam.

Brnę dalej w kłamstwo, coraz głębiej i bardziej.
Nie usprawiedliwia mnie nic, kompletnie nic, nawet to, że ich kocham.
Chyba mogę to powiedzieć, tak oficjalnie.
To, że kocham Amelię to oczywiste, ale bałam się przyznać, przed samą sobą, że do niego czuję coś więcej niż przyjaźń.
Przyjaźń-to było tylko kolejne kłamstwo.
Wszystko było kwestią czasu.
Zmiany, które w ostatnim czasie nastąpiły w moim życiu są niesamowite, ale wiem jedno, to dopiero początek.
Początek mojego nowego życia.
Zmian, na które właśnie nadchodzi czas.
Wiesz, zrozumiałam, że przed tym nie ucieknę, ale wiem też, że dam radę stawić temu czoła.
Mam siłę, by zmierzyć się z własnymi wyborami, niekoniecznie dobrymi, ale moimi.
Choć…Jeszcze nie teraz.

Mamy prawie połowę lipca, za nami większa część trasy, najpierw Europa, Azja, Australia, nie zaprzeczę tęskniłam za małą, bardzo.
Przez ten długi czas spędziłam z nią zaledwie 5, czy 6 dni.
Jutro ostatni koncert przed ponad miesięczną przerwą, niedaleko Edynburga prawie 500 mil od Londynu.
Myślisz, że skoro jestem tu i zaraz będę miała przerwę pojadę do Londynu i spędzę ten czas z Amelią?
Nie, nie zrobię tego, kilka dni temu rozmawiałam z Sarą, Amelia przyzwyczaiła się, pyta o mnie, ale mniej niż na początku, nie widać żeby tęskniła.
Uczucie, które przepełniło mnie w tamtym momencie było trudne do opisania, ucieszyłam się, ale było mi niewyobrażalnie przykro.
Zapomniała?
No tak, jej mama jest z nią.

Poza tym ja muszę zająć się moim mieszkaniem, którego teraz właściwie nie mam.
Moje mieszkanie w Londynie sprzedałam, tak, jak samochód.
Dom, w którym mieszkałam z Sarą i Damianem należy teraz tylko do nich, a co miesiąc na jej konto trafiają pieniądze, które rozwiązują problem tylko czasowo, lub coraz bardziej komplikują moje życie, to zależy od punktu widzenia.
Skoro mam zostać dłużej w LA muszę znaleźć coś odpowiedniego.
Mogłabym zamieszkać z Brunem, w końcu i tak tymczasowo u niego mieszkam, ale nie o to chodzi, nawet, jeśli teraz jest tak, jak jest…

-Hej, gdzie idziesz?-Pyta, Bruno, wyciągając do mnie dłoń.
-Do siebie. Muszę ogarnąć moje rzeczy.
-Która godzina?-Unosi się na łokciach i spojrzał na mnie.
-Szósta? Przed szóstą? Jakoś tak-Czyżby coś mnie dręczyło? I owszem. Cały czas zastanawiam się, czy słusznie postąpię nie wybierając się do Londynu….
-Och, dziewczyno…-Przeciąga wyrażając swoje niezadowolenie i ponownie zakopał się w kołdrze.
-O 8 powinieneś zjawić się na dole, później masz próbę. Pamiętaj. Spotkamy się na dole-Podeszłam do niego, zabrałam telefon z szafki nocnej i nachyliłam się, by pocałować go.
-Ej, ej, co ty robisz?-Pytam, kiedy wciąga mnie na łóżko.
-Nic, masz mnóstwo czasu. Poza tym muszę poinformować cię o naszych dzisiejszych planach.
-O nie, nie, nie. Nie zgadzam się na żadną imprezę. Trzy pod rząd? Nie, nie-Śmieje się. Czyżbym nie trafiła?
-Nie tym razem. Coś innego, ale nie mogę obiecać, że odpoczniesz-Spoglądam na niego unosząc brwi, co rozumie, jako pytanie-No wiesz….
-No właśnie nie!-Przerywam mu.
-Nic więcej nie powiem.
-Pff..! W takim razie nie muszę z tobą w ogóle rozmawiać-Stwierdzam i próbuję wstać, co skutecznie utrudnia Bruno obejmujący mnie w pasie-Zostawisz mnie?-Pytam, kiedy przytula się do moich pleców .
-Nigdy-Odpowiada całując moją szyję.

*

Za niecałą godzinę razem z Amelią lecę do…Nie pamiętam, jak to się nazywa, wyleciało mi z głowy.
Chyba powinnam sprawdzić, dokąd lecę, ekhm, nieważne.
Lecimy do Laury, a właściwie do Bruna.

Zadzwonił jakiś tydzień temu, zaproponował całkiem korzystne warunki, więc dlaczego nie?
W sumie moje zadanie polega na dostarczeniu Amelii do nich, to ma być jakaś niespodzianka dla Laury.

A dlaczego?

Bo moja cudowna siostrzyczka wymyśliła sobie, że nas nie odwiedzi, co znaczy, że ja potrzebuję większej sumy…
Ale nie mówmy o tym, bo w tej sytuacji na jakiś czas mogę jej trochę odpuścić, bez przesady, no, ale nie będę wyciągać od niej nadprogramowych pieniędzy.
Tak, jakby spojrzeć to ten Bruno jest całkiem w porządku, chociaż jakiś taki, chyba niezbyt rozgarnięty, no nie?
Nic się nie domyśla…Dziwne, ale, co tam, kiedyś się dowie, oj dowie się….

Laurze powiedziałam, że Amelia już nie tęskni, a niech poczuje się niepotrzebna, choć to całkowita nieprawda.
Młoda jest maksymalnie do niej przywiązana, przez pierwsze kilka dni ciągle płakała i spała w jej pokoju-trochę to przykre było, ale popłakała i teraz płacze mniej, tyle, że zamiast białego misia do spania zabiera jej ubrania.
Ale już dziś ją zobaczy, a ja będę miała kilka dni spokoju.

Nareszcie!

*


Jestem strasznie ciekawa, co kombinuje Bruno, przez ostatnie kilka dni zachowywał się dziwnie.
Co chwilę pytał mnie, czy jestem pewna, że nie chcę jechać do Londynu, no i, czy nie chciałabym zobaczyć Amelii.
Oczywiście, że bym chciała, ale lepiej nie.
No i jakieś dziwne telefony…Oczywiście, że mu ufam, ale…Hmm, po prostu wolałabym wiedzieć, co jest grane, ok?

*

Laura nie chce jechać do Londynu, niby nic nie wiem, ale tak naprawdę wszystko rozumiem, a przynajmniej próbuję.
Jak na razie wychodzi mi to całkiem dobrze.
Myślisz, że powinienem jej powiedzieć o tym, że znam prawdę?
Może tak, ale nie chcę.
Dlaczego miałbym to psuć?
Właściwie czuję do niej żal, ogromny, ale to wszystko nic, przy tym ile dla mnie znaczy.
Niesamowite, jak przez ostatnie trzy miesiące zmieniło się moje życie.

Amelia. Laura. Koncerty.

Za kilkanaście minut powinien wylądować samolot.
Amelia zostanie z nami, to znaczy…Z Laurą, jeśli mówimy o tym oficjalnie, a Sara wróci do Londynu.
Swoją drogą to w ogóle nie znam Sary, ciągle mnie zaskakuje, nie czepiając się szczegółów-śmiało mogłaby pomyśleć o własnym interesie-potrafi zarobić na wszystkim.

*

Jest kilka minut po dwunastej, Bruno gdzieś zniknął.
Zabrałam torebkę i postanowiłam wyjść na spacer.
To znaczy chciałam iść, bo na korytarzu spotkałam Phil’a.

-Wychodzisz?-Pyta zdziwiony.
-To dziwne?-Zaśmiałam się.
-Nie, ale…Mam sprawę.
-Coś ważnego?
-Y….Nie, nie…
-No mów…
-Chciałbym cię o coś zapytać-Wow, jaka powaga.
-Noo, to pytaj.
-To delikatna sprawa…-Zaczyna.
-Yhym…
-Chciałem zapytać o…-Albo nie wie, o czym mówi, albo robi sobie jaja-Ten…No…Podkład-O o…
-Dla?
-No dla mnie!
-Phil, przestań!-Mówię śmiejąc się-Nie dam się wkręcić-Mówię i wsiadam do windy.

*

Kiedy Laura wsiadła do windy szybko wyjął telefon i zadzwonił do Ryan’a.
Razem z nim mieli przypilnować, żeby nie wyszła z hotelu, inaczej cała niespodzianka okaże się klapą.

-Ryan!? Mamy problem! Albo zatrzymasz Laurę przed wejściem, albo Bruno skopie nam tyłki.
-O cholera! Ale…
-Ryan, nie ma żadnego „ale”. Chyba znasz Bruna, no nie?
-Ok, ok! Coś wymyślę.

*

-Laura!-Tuż przy drzwiach słyszę Ryan’a.
-Tak…?
-Muszę cię o coś zapytać-Mówi podchodząc bliżej.
-Następny?
-Co?
-Nic, nic. To, o co chodzi?
-Ale...Wolałbym na osobności.
-Tylko nie mów, że chcesz zapytać o podkład!-Śmieję się, ale kiedy widzę jego minę przestaję-O nie…
-Nie, nie! Wcale nie! Chodzi o kolory, więc sama rozumiesz, muszę je tobie pokazać.
-A, jasne, ale może później?-Pytam i odwracam się w stronę wyjścia.
-Ale nie, nie, koniecznie teraz-Mówi chwytając mnie za rękę i ciągnąć w kierunku wind.
-Jesteś pewien, że to nie ma nic wspólnego z wyjściem Bruna?
-No oczywiście, że nie ma. Skąd taki pomysł!?
-Nie wiem, tak jakoś. Czyli nie!?
-Nie…  Nigdy!

*


:)
  • awatar it will rain ♥: Boski! :D Bruno się jednak domyślił ;)
  • awatar LMP: jeeeeej, nie ma za co! To ja Ci dziękuję za odcinek :* Chyba sporo się zmieniło od ostatniego odcinka, podoba mi się! ach, ten Bruno i te jego niespodzianki! ale kurcze, mówiłaś, że kolejny odcinek dodasz za tydzień :( a może tak... opowiadaniowy weekend? Uwielbiam ii chcę kolejny odcinek! :D
  • awatar Mirror♥ My rise and fall ♥: Aaaaa !! Chce jeszcze! Wspaniały jak zawsze ! GENIALNY ! :D Kocham TWOJE Opowiadanie !! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 

Blog tylko dla dorosłych

Dalsze strony zostały uznane przez właściela bloga za zawierające treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich (mających ukończone 18 lat). Strony te zawierać mogą w szczególności treści o tematyce erotycznej, a także treści drastyczne lub inne przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując się na zapoznanie z treścią tych stron, czynisz to na własną odpowiedzialność.

Korzystanie ze stron zawierających treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich następuje na ryzyko osoby decydującej się zapoznać z takimi treściami.

Oświadczam, że mam ukończone 18 lat i wchodzę na własną odpowiedzialność.