*Tak na początek chciałam Was uprzedzić, że nie wiem, co to jest, ale to jest. Tak mi się wydaje, że jest. Po prostu.*
*
-Boże! Czyli to nie sen!?
-A jak myślisz!?
-Ale…
-Co, ale!? Co, ale!? Jest 2.15, a ja przez 10 minut stoję pod twoimi drzwiami, bo? Bo spałeś? Świetnie! Rycerz od siedmiu boleści…-Mijam go i wchodzę do środka. Może i trochę przesadziłam. Może i wyżyłam się na nim. No może, ale mógł otworzyć szybciej.
-Ale…O co chodzi?-Pyta.
-Jak, kto, o co!? Umierałam ze strachu w moim mieszkaniu, a wszystko przez nieżywego staruszka, któremu zachciało się straszyć, na dokładkę dostałam porcję newsów od psychicznego dzieciaka, a na koniec mój ukochany olał to, że czekam pod jego drzwiami w środku nocy! Ale nic się nie stało! Nie! Nie! Najlepiej nie przeszkadzaj sobie !
Bruno zaczął się śmiać.
Nie tak zwyczajnie, nie.
To był istny atak śmiechu, jak mój wcześniejszy atak paniki.
No cudownie.
-Możesz przestać!?-Pytam całkiem poważnie, co wywołuje u niego jeszcze większy napad śmiechu.
-Ale…Ty tak na poważnie!?
-Nie, dla jaj, wiesz? Obudziłam cię w środku nocy, ot tak. Żeby sobie pożartować! Śmieszne, co nie?
-Czyli, że na poważnie?
-Bruno…-Siadam na sofie.
-Ok. Na poważnie. Ale…Czekaj, czekaj! O czym ty mówisz? Jaki staruszek? Jaki nieżywy?
-Normalnie. Siedziałam w moim mieszkaniu i znowu zaczęło się pukanie w ścianę…
-Znowu!?
-Nie przerywaj mi. Po chwili minęło, jak zwykle…
-Jak zwykle!?
-Bruno!
-Sorry…
-Chwilę później ktoś zapukał do drzwi. Nikogo nie było, ale otworzyłam, no i nawet światła nie było na klatce, ani nikogo na schodach. Oczywiście przypomniałam sobie wszystkie rzeczy, o których wtedy nie powinnam myśleć, a kilka minut później coś przemknęło za oknem w kuchni. Ale ok, może mi się przewidziało, ale chwilę później usłyszałam stukanie w okno, nie sprawdzając, kto to spakowałam rzeczy i miałam wyjść, no, ale sprawdziłam, kto to.
-I? Kto to był?
-Duch. Staruszek, którego zabili w MOIM mieszkaniu! W moim mieszkaniu, rozumiesz to?
-Ale czekaj, skąd wiesz, że kogoś tam zabili?
-Powiedział mi mój sąsiad. Ten, który mieszka obok.
-No dobra, ale skąd on się tam wziął?
-Bruno, czy to ważne? Jego rodziców nie ma w domu prawie wcale. On łazi, gdzie chce. No i spotkałam go na schodach.
-Nie...Coś mi tu nie pasuje…
-No, ale dlaczego? Ja myślę, że to prawda. Chociaż taksówkarz twierdzi, że tam nic takiego się nie wydarzyło.
-No i widzisz? Ten młodziak coś kręci- Siada naprzeciwko i obejmuje mnie.
-Tak też mu powiedziałam, ale wcale tak nie myślałam…
-No wiem, wiem. I przepraszam, że nie otwierałem, odbierałem, czy co tam jeszcze-Całuje mnie w czoło.
-A ja przepraszam, że na Ciebie nakrzyczałam-Mówię i wtulam się w niego.
*
-Musimy ustalić jakiś plan-Mówi nalewając wodę do dwóch szklanek.
-Ta…-Siadam na krześle przy kuchennej wyspie.
-Po pierwsze, zostajesz tu, dopóki cała sprawa się nie wyjaśni.
-Nie ma mowy! Mam swoje mieszkanie i…
-Co ty, kurwa, pierdolisz!?
-A ty się, kurwa, hamuj!
-No proszę, to się odezwała!-Zmierzyłam go wzrokiem nic nie mówiąc. Odezwał się chwilę później-Ok, nie kłóćmy się.
-Ja się kłócę? Ja!?
-Laura…
-Yhym.
-Po drugie, jeśli coś takiego się dzieje mówisz mi o tym, jasne?
-Ok.
-Po trzecie, przestajesz dzisiaj o tym myśleć. Zajmiemy się tym później.
-A po czwarte?
-Co po…A właśnie! Przypomniałaś mi! Czy ty przypadkiem nie masz kluczy do tego domu?
-E…Ups…Faktycznie. Zapomniałam. Przepraszam-Mówię robiąc skruszoną minę.
-Laura, Laura-Podchodzi patrząc mi w oczy i obejmuje moją twarz dłońmi.
*
-Bruno-Mówię cicho, kiedy leżymy już w łóżku-Bruno-Szturcham go lekko w rękę, którą mnie obejmuje.
-Tak?-Pyta zaspany.
-Mógłbyś pójść sprawdzić, czy drzwi są zamknięte?
-Ale kochanie, przecież…
-Proszę.
-Jasne, już idę-Wstaje z łóżka i wychodzi z sypialni.
Ok, prawdą jest, że przed snem tysiąc razy sprawdzałam, czy drzwi i okna są zamknięte, a później tyle samo razy wysyłałam Bruna, no, ale teraz mam wrażenie, ba, mam pewność, że…Dobra, nie mam pewności, po prostu jestem przewrażliwiona, a powiedział mi to Bruno i tak, to było baardzoo miłe, ehe.
-Zamknięte-Ponownie kładzie się obok mnie.
-Dziękuję-Całuję go w policzek i układam głowę na jego ramieniu.
-Dla ciebie wszystko-Obejmuje mnie i zatapia dłoń w moich włosach.
*
-Damian, co tu się, kurwa, dzieje!?
-Jak to, co? Odwiedziła nas babcia. Już nie pamiętasz, kto to taki?
-Wracam rano do domu, a tu takie coś.
-Rano? Jest prawie 15.
-No i co z tego? I tak siedzisz w domu.
-To nie znaczy, że nie pracuję.
-Super. Ale niewiele mnie to obchodzi. Bardziej interesuje mnie, po co ta stara jędza tu przyjechała!
-Słyszałam!-Dobiegł ich głos z salonu-Saro, nie interesuje mnie, co o mnie myślisz. Masz taką zasadę, że nie lubisz swojej rodziny. Trudno. Przeżyłam wiele, przeżyję i to. Poza tym nie przyjechałam do ciebie, a do Laury, Damiana i mojej prawnuczki, której nikt nie chciał mi wcześniej przedstawić. Niestety, nikt nie raczył mi powiedzieć, że Laura wyjechała, ale nie będę robić wam kłopotu, za kilka dni mam samolot i już mnie nie będzie.
-Wiesz, dlaczego nie poznałaś wcześniej swojej prawnuczki?-Spytała z ironią Sara-Bo to moje dziecko! I trzymaj się od niej z daleka!
-Och dziewczyno…Nie rozśmieszaj mnie! Przecież wiem, że Amelia nie jest twoim dzieckiem.
-Kto tu, kogo rozśmiesza!? Głupszej rzeczy wymyślić nie mogłaś!
-Pójdę do Amelii-Mówi Damian i wychodzi z kuchni.
-Mnie nie oszukasz.
-Ta? A skąd ty to niby wiesz?
-Jak to skąd!? Przecież ty nigdy nie urodziłabyś dziecka. Może jestem stara, ale pamięć mam dobrą. Nie pamiętasz, co zrobiłaś, kiedy myślałaś, że jesteś w ciąży? Nie!? Ale ja pamiętam! Przyjechałaś skruszona do mojego domu, przeprosiłaś, porozmawiałyśmy… Łudziłam się, że to tak naprawdę, ale nie, bo już kilka godzin później zapytałaś, czy mogę pożyczyć tobie pieniądze. Oczywiście, bo, jak to powiedziałaś? A, wiem! Żaden bachor nie zniszczy mi życia, tak!? A teraz masz dziecko!?
-Ludzie się zmieniają.
-Ale nie ty. Nie ty! Tylko powiedz mi, dlaczego Laura to zrobiła? Dlaczego wybrała ciebie?
-No, jak to, babciu, nie wiesz!? Przecież to moja siostra! Jest taka, jak ja! A tak dokładniej to twoja ukochana wnusia bała się swojej cudownej rodzinki i ich reakcji, dlatego to zrobiła. No, ale dla was to nigdy nie było ważne. Laura była taka, taka i taka, ale żeby była inna niż wy byście chcieli to już nie było dobrze.
-Naprawdę jesteśmy rodziną?
-Cóż…Niestety. Tak przynajmniej mówią…
*
*Jest!*
*Z poślizgiem, bo mój weekend nie był łatwy, a aktualnie jestem mega zmęczona, a na dodatek przyplątała mi się gorączką, ale to wina zbyt wielu negatywnych emocji.*
*Podsumowując mogło być gorzej(tfu, tfu, tfu), ale i lepiej*
*P.S.* Pamiętam o tagu, ale to przy czasie
*
-Boże! Czyli to nie sen!?
-A jak myślisz!?
-Ale…
-Co, ale!? Co, ale!? Jest 2.15, a ja przez 10 minut stoję pod twoimi drzwiami, bo? Bo spałeś? Świetnie! Rycerz od siedmiu boleści…-Mijam go i wchodzę do środka. Może i trochę przesadziłam. Może i wyżyłam się na nim. No może, ale mógł otworzyć szybciej.
-Ale…O co chodzi?-Pyta.
-Jak, kto, o co!? Umierałam ze strachu w moim mieszkaniu, a wszystko przez nieżywego staruszka, któremu zachciało się straszyć, na dokładkę dostałam porcję newsów od psychicznego dzieciaka, a na koniec mój ukochany olał to, że czekam pod jego drzwiami w środku nocy! Ale nic się nie stało! Nie! Nie! Najlepiej nie przeszkadzaj sobie !
Bruno zaczął się śmiać.
Nie tak zwyczajnie, nie.
To był istny atak śmiechu, jak mój wcześniejszy atak paniki.
No cudownie.
-Możesz przestać!?-Pytam całkiem poważnie, co wywołuje u niego jeszcze większy napad śmiechu.
-Ale…Ty tak na poważnie!?
-Nie, dla jaj, wiesz? Obudziłam cię w środku nocy, ot tak. Żeby sobie pożartować! Śmieszne, co nie?
-Czyli, że na poważnie?
-Bruno…-Siadam na sofie.
-Ok. Na poważnie. Ale…Czekaj, czekaj! O czym ty mówisz? Jaki staruszek? Jaki nieżywy?
-Normalnie. Siedziałam w moim mieszkaniu i znowu zaczęło się pukanie w ścianę…
-Znowu!?
-Nie przerywaj mi. Po chwili minęło, jak zwykle…
-Jak zwykle!?
-Bruno!
-Sorry…
-Chwilę później ktoś zapukał do drzwi. Nikogo nie było, ale otworzyłam, no i nawet światła nie było na klatce, ani nikogo na schodach. Oczywiście przypomniałam sobie wszystkie rzeczy, o których wtedy nie powinnam myśleć, a kilka minut później coś przemknęło za oknem w kuchni. Ale ok, może mi się przewidziało, ale chwilę później usłyszałam stukanie w okno, nie sprawdzając, kto to spakowałam rzeczy i miałam wyjść, no, ale sprawdziłam, kto to.
-I? Kto to był?
-Duch. Staruszek, którego zabili w MOIM mieszkaniu! W moim mieszkaniu, rozumiesz to?
-Ale czekaj, skąd wiesz, że kogoś tam zabili?
-Powiedział mi mój sąsiad. Ten, który mieszka obok.
-No dobra, ale skąd on się tam wziął?
-Bruno, czy to ważne? Jego rodziców nie ma w domu prawie wcale. On łazi, gdzie chce. No i spotkałam go na schodach.
-Nie...Coś mi tu nie pasuje…
-No, ale dlaczego? Ja myślę, że to prawda. Chociaż taksówkarz twierdzi, że tam nic takiego się nie wydarzyło.
-No i widzisz? Ten młodziak coś kręci- Siada naprzeciwko i obejmuje mnie.
-Tak też mu powiedziałam, ale wcale tak nie myślałam…
-No wiem, wiem. I przepraszam, że nie otwierałem, odbierałem, czy co tam jeszcze-Całuje mnie w czoło.
-A ja przepraszam, że na Ciebie nakrzyczałam-Mówię i wtulam się w niego.
*
-Musimy ustalić jakiś plan-Mówi nalewając wodę do dwóch szklanek.
-Ta…-Siadam na krześle przy kuchennej wyspie.
-Po pierwsze, zostajesz tu, dopóki cała sprawa się nie wyjaśni.
-Nie ma mowy! Mam swoje mieszkanie i…
-Co ty, kurwa, pierdolisz!?
-A ty się, kurwa, hamuj!
-No proszę, to się odezwała!-Zmierzyłam go wzrokiem nic nie mówiąc. Odezwał się chwilę później-Ok, nie kłóćmy się.
-Ja się kłócę? Ja!?
-Laura…
-Yhym.
-Po drugie, jeśli coś takiego się dzieje mówisz mi o tym, jasne?
-Ok.
-Po trzecie, przestajesz dzisiaj o tym myśleć. Zajmiemy się tym później.
-A po czwarte?
-Co po…A właśnie! Przypomniałaś mi! Czy ty przypadkiem nie masz kluczy do tego domu?
-E…Ups…Faktycznie. Zapomniałam. Przepraszam-Mówię robiąc skruszoną minę.
-Laura, Laura-Podchodzi patrząc mi w oczy i obejmuje moją twarz dłońmi.
*
-Bruno-Mówię cicho, kiedy leżymy już w łóżku-Bruno-Szturcham go lekko w rękę, którą mnie obejmuje.
-Tak?-Pyta zaspany.
-Mógłbyś pójść sprawdzić, czy drzwi są zamknięte?
-Ale kochanie, przecież…
-Proszę.
-Jasne, już idę-Wstaje z łóżka i wychodzi z sypialni.
Ok, prawdą jest, że przed snem tysiąc razy sprawdzałam, czy drzwi i okna są zamknięte, a później tyle samo razy wysyłałam Bruna, no, ale teraz mam wrażenie, ba, mam pewność, że…Dobra, nie mam pewności, po prostu jestem przewrażliwiona, a powiedział mi to Bruno i tak, to było baardzoo miłe, ehe.
-Zamknięte-Ponownie kładzie się obok mnie.
-Dziękuję-Całuję go w policzek i układam głowę na jego ramieniu.
-Dla ciebie wszystko-Obejmuje mnie i zatapia dłoń w moich włosach.
*
-Damian, co tu się, kurwa, dzieje!?
-Jak to, co? Odwiedziła nas babcia. Już nie pamiętasz, kto to taki?
-Wracam rano do domu, a tu takie coś.
-Rano? Jest prawie 15.
-No i co z tego? I tak siedzisz w domu.
-To nie znaczy, że nie pracuję.
-Super. Ale niewiele mnie to obchodzi. Bardziej interesuje mnie, po co ta stara jędza tu przyjechała!
-Słyszałam!-Dobiegł ich głos z salonu-Saro, nie interesuje mnie, co o mnie myślisz. Masz taką zasadę, że nie lubisz swojej rodziny. Trudno. Przeżyłam wiele, przeżyję i to. Poza tym nie przyjechałam do ciebie, a do Laury, Damiana i mojej prawnuczki, której nikt nie chciał mi wcześniej przedstawić. Niestety, nikt nie raczył mi powiedzieć, że Laura wyjechała, ale nie będę robić wam kłopotu, za kilka dni mam samolot i już mnie nie będzie.
-Wiesz, dlaczego nie poznałaś wcześniej swojej prawnuczki?-Spytała z ironią Sara-Bo to moje dziecko! I trzymaj się od niej z daleka!
-Och dziewczyno…Nie rozśmieszaj mnie! Przecież wiem, że Amelia nie jest twoim dzieckiem.
-Kto tu, kogo rozśmiesza!? Głupszej rzeczy wymyślić nie mogłaś!
-Pójdę do Amelii-Mówi Damian i wychodzi z kuchni.
-Mnie nie oszukasz.
-Ta? A skąd ty to niby wiesz?
-Jak to skąd!? Przecież ty nigdy nie urodziłabyś dziecka. Może jestem stara, ale pamięć mam dobrą. Nie pamiętasz, co zrobiłaś, kiedy myślałaś, że jesteś w ciąży? Nie!? Ale ja pamiętam! Przyjechałaś skruszona do mojego domu, przeprosiłaś, porozmawiałyśmy… Łudziłam się, że to tak naprawdę, ale nie, bo już kilka godzin później zapytałaś, czy mogę pożyczyć tobie pieniądze. Oczywiście, bo, jak to powiedziałaś? A, wiem! Żaden bachor nie zniszczy mi życia, tak!? A teraz masz dziecko!?
-Ludzie się zmieniają.
-Ale nie ty. Nie ty! Tylko powiedz mi, dlaczego Laura to zrobiła? Dlaczego wybrała ciebie?
-No, jak to, babciu, nie wiesz!? Przecież to moja siostra! Jest taka, jak ja! A tak dokładniej to twoja ukochana wnusia bała się swojej cudownej rodzinki i ich reakcji, dlatego to zrobiła. No, ale dla was to nigdy nie było ważne. Laura była taka, taka i taka, ale żeby była inna niż wy byście chcieli to już nie było dobrze.
-Naprawdę jesteśmy rodziną?
-Cóż…Niestety. Tak przynajmniej mówią…
*
*Jest!*
*Z poślizgiem, bo mój weekend nie był łatwy, a aktualnie jestem mega zmęczona, a na dodatek przyplątała mi się gorączką, ale to wina zbyt wielu negatywnych emocji.*
*Podsumowując mogło być gorzej(tfu, tfu, tfu), ale i lepiej*
*P.S.* Pamiętam o tagu, ale to przy czasie
dodałam Cię do zabawy ^^ wejdź na mojego bloga i zobacz
Odpowiedzi mają być szczere ;*
*
*


-
.:Ta co buja w obłokach:.:
-
Another Bruno Mars's Stories:
-
brumbru:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›